
Digital immigrant” i „Digital Native” to pojęcia stworzone przez projektanta gier i wizjonera Marca Prensky`ego. „Cyfrowy imigrant” nie zna się na technologiach cyfrowych; „Cyfrowy tubylec” – jest w nich biegły. W pierwotnym znaczeniu pojęcia te dotyczyły osób urodzonych przed rokiem 1980 (gdy jeszcze nie było komputerów) oraz urodzonych później (gdy urządzenia komputerowe stały się powszechnymi narzędziami życia codziennego). Według obu wymienionych interpretacji obecna władza w Kowali to „Cyfrowi imigranci”.
Władze każdej szanującej się gminy, miasta, województwa czy powiatu dbają o to, by zarządzana przez nie jednostka wyróżniała się czymś pozytywnym, by miała swoją tożsamość – swój dobry wizerunek, by posiadała tzw. pozytywny PR (z ang. relacje publiczne, kontakty z otoczeniem).
To nie jest kwestia tylko i wyłącznie lokalnych ambicji, osobistej dumy zarządzających, czy też komfortu psychicznego członków wspólnoty. To się po prostu opłaci, bo gmina
z tożsamością, wyróżniająca się na tle innych, dostrzegana i postrzegana jako interesująca, przyjazna dla mieszkańców oraz przedsiębiorców – będzie przyciągać ludzi kreatywnych, dynamicznych i bogatych i sama przez to się bogacić, nie tylko materialnie.
Z czym się Państwu kojarzy gmina Radom, z czym Gdańsk, Gdynia? Z czym Mazowsze, Lubelszczyzna?
Włodarze wymienionych jednostek samorządu terytorialnego sami podsuwają skojarzenia:
- Radom – „Siła w precyzji”.
- Gdańsk – „Miasto Wolności”.
- Gdynia – „Moje Miasto”.
- Mazowsze – „Mazowsze. Serce Polski”.
- Lubelszczyzna – „Lubelskie Smakuj życie!”…
Z czym się Państwu kojarzy Kowala?
Gdy Wójt Tadeusz Osiński odchodził z Urzędu w roku 2006, gmina Kowala nie miała swojego herbu, flagi, swojego logo, swojego sloganu, ani swojej dorocznej imprezy, która by przyciągała uwagę i zachęcała do przyjazdu do Kowali.
Miała już natomiast swojego Honorowego obywatela-radnego PSL-u i Honorowego Wójta – wójta PSL-u, swoją stronę internetową z narodową flagą Rumunii w nagłówku i wreszcie – miała swoją ugruntowaną,ludową tradycję wyostrzania smaku władzy za pomocą alkoholu spożywanego po krótkich, „odbębnionych” sesjach uprzedmiotowionej Rady Gminy – przez Elitę na terenie Urzędu.
Przed powrotem do Gminy Mesjasza, rumuńską flagę zastąpił herb Kowali – związany z jej historią, a odór alkoholu unosił sie już głównie w soboty w domu weselnym Honorowego obywatela Gminy lub na krzyżówkach, gdzie strażnicy lokalnej tradycji demonstrowali swoją ponadczasowość.
Z czym się kojarzy Kowala dzisiaj, z czym kojarzyła się kiedyś?
Pod koniec lat 80-tych przyjechałem do Urzędu Gminy w Kowali z Krakowa, aby wyrobić sobie nowy dowód osobisty.
Po tej wizycie Kowala zaczęła mi się kojarzyć z bezprawiem.
Gdyby przekuć to w slogan parafrazujący Gdańsk – brzmiałby on tak:
„Kowala – wolnoć Tomku w swoim domku – górą silniejszy”.
Gdy po długiej podróży wysiadłem z autobusu (wtedy monopolistą był PKS 😉 na „dworcu centralnym”, w pobliżu osławionej „Stępocinianki” trwał zatarg pomiędzy jakimś Konsumentem kultowej „restauracji”, a pasażerem furmanki stojącej obok (prawdopodobnie synem, może szwagrem, Furmana).
Zatarg polegał na okładaniu się pięściami i nogami przez obu adwersarzy gdzie popadnie, a przedmiotem sporu na pewno nie była polityka.
Furman z początku zachowywał neutralność obserwując burdę z wysokości kozła swojej furmanki, ale gdy Konsument zaczął wygrywać – Furman „per pedes” i batem zakończył konflikt – pozostawiając … Konsumenta w pozycji horyzontalnej (Powiatowych Rzeczników Konsumenta – wtedy jeszcze nie było).
Kto silniejszy, ten górą; wolnoć Tomku w swoim domku; silniejsi piszą historię; mój Urząd jest moją twierdzą!
A co do tego ma Urząd?
A to, że po lekcji lokalnej tradycji udałem się do Urzędu wyrobić dowód; wchodzę do pokoju Kierowniczki – Czarnowłosej Królowej Dowodów, a Kierowniczka na to:
– trzeba wypełnić formularz,
– to poproszę ten formularz – odpowiadam afirmatywnie,
– nie ma – kierowiczka na to – urzędowo.
– jak to nie ma – już bez afirmacji – przejechałem ponad 200 km i mam odjechać bez dowodu, bo nie ma formularza? To proszę spowodować, żeby był – sugeruję przytomnie.
– formularze się skończyły – kontynuuje niespeszona Kierowniczka …. To nie kabaret, więc do rzeczy!
Historia ta też się skończyła … na szczęście „happy endem” (nie dla Konsumenta – powiatowych rzeczników jeszcze wtedy nie było), bo początkujący pracownik Urzędu pani Ela – gdzieś ten formularz znalazła.
Ale historia lubi zataczać koła i ówczesny Naczelnik znów wrócił do Urzędu, a jego pracownicy z 25-letnim – bądź dłuższym – stażem znów obrastają w piórka.
Do Kowali powraca też tradycja, ale nie ta dobra, nie ta wynikająca z powstań, patriotyzmu, wartości chrześcijańskich (jeśli ktoś woli – wartości moralnych)
i humanistycznych.
Do Kowali powróciła tradycja „kto silniejszy, ten lepszy” i „kto bogatszy, ten milszy dla władzy”. A co z Nowoczesnością?
Wójt Osiński zrezygnował z Nowoczesności. Po co mu Ona – na kilka lat przed emeryturą.
Po co Nowoczesność jego Doradcy – emerytowi po szkole z Wacyna, która – z całym szacunkiem dla Szkoły – serwowała wiedzę w dzisiejszym E-świecie do niczego nieprzydatną.
Dni Kowali połączone z inscenizacją Bitwy – na które przyjeżdżały tłumy, bo był to dobrze zorganizowany festyn łączący przyjemne z pożytecznym – zostaną zastąpione imprezami jednej partii typu Dożynki. Nudy, polityka, nudy, nudy!
Niedawne wybory do Izb Rolniczych miały frekwencję około 1 % – i na tyle procent rolników należy szacować tzw. grupę docelową Dożynek. Po co więc marnować na nie energię i pieniądze; Dożynkami niech się martwi Powiat, który przy obecnym kierownictwie, bez jego odpartyjnienia, nie ma szans na znaczące poprawienie 347-go miejsca w rankingu nowoczesnych powiatów.
Ale po co powiatowi Nowoczesność? Wtedy Pan Ślifirczyk musiałby odpowiadać na pisma (na moje – już drugie – do dzisiaj nie odpowiedział) i wtedy Pan Ślifirczyk przestałby być Starostą, bo Powiat potrzebuje rzutkiego menedżera, a nie partyjnego barona.
Po co nowoczesność zasiedziałym urzędnikom Pana Osińskiego, po co jemu samemu nowocześni urzędnicy i nowocześni radni? Żeby zawracali głowę jakąś transparentnością, jakąś cyfryzacją Urzędu, żeby przychodzili z pomysłami, na sesjach myśleli, a przed sesjami czytali projekty uchwał? Przecież wtedy głosowania nie byłyby jednomyślne, a jak by to świadczyło o lokalnej demokracji? Przecież to by się kłóciło z Tradycją!
Czy Państwo wiedzą, że Urząd Gminy w Kowali nie posiada jednolitej bazy podatników, zintegrowanego systemu informatycznego, który zapewniałby prawidłowy przepływ informacji pomiędzy referatami? Że nie posiada organu egzekucyjnego, który skutecznie windykowałby należności?
Referat Finansów tak skutecznie bronił się przed swoimi obowiązkami, że księgowość opłat za „śmieci” została zbudowana – od podstaw poza głównym systemem finansowym – i prowadzona przez Referat Rolnictwa i Ochrony Środowiska (zlikwidowany później przez T. Osińskiego w imię Tradycji i kosztem Nowoczesności). Jeśli oszukiwać w płaceniu podatków, to w gminie Kowala, bo tamtejszy Urząd swoimi rozwiązaniami systemowymi wręcz do tego zachęca.
W związku ze zmianą mniejsca pobytu, powiadomiłem Wójta Osińskiego o zmianie adresu doręczeń wszelkich pism urzędowych i co?
Pierwsze i drugie pismo przyszło prawidłowo – na nowy adres. Ale kolejne … na stary. Bo kolejne pismo sporządził Referat Finansowy, a informacja o zmianie adresu do Finansowego nie dotarła – dlaczego? Bo Urząd nie posiada zintegrowanego systemu informatycznego, a Ci którzy chcieli taki system wprowadzić i umieli to zrobić – zostali zwolnieni – w imię Tradycji.
Tradycja czy Nowoczesność?
Przed 9 grudnia 2014 nie było takiego dylematu! W Kowali była
i „Tradycja i Nowoczesność