Odsunąć wariata, który w szczycie pandemii sprowokował uliczne protesty!

WYSTARCZY ZMIENIĆ FOTOGRAFIĘ PSYCHOLA

PiS-owscy fanatycy z białoczerwoną w klapach marynarek i z posłusznym pseudo Trybunałem na pasku Prezesa zamiast przestawić Państwo w tryb awaryjny, wyciszyć konflikty, a społeczną energię ukierunkować na powstrzymywanie pandemii i ratowanie życia i zdrowia Polaków – w najgorszym z możliwych momentów wypuścili Dżina z butelki, która 23 lata temu została zakorkowana i oznaczona etykietą „Kompromis aborcyjny”.

Zrobili to w sytuacji, gdy oficjalna dzienna liczba zakażeń wirusem przekracza 10 tysięcy (nieoficjalna 100 tysięcy) i wciąż gwałtownie rośnie, zakażeni umierają w karetkach z powodu braku miejsc w szpitalach, a nieudaczny rząd i zakażony prezydent kompletnie stracili panowanie nad sytuacją.

Ironia losu polega na tym, że fundując kobietom ten dramat owi szaleńcy powołują się na szacunek do życia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci.

Jednak zaangażowanie PiS-owskiego państwa w ochronę życia ogranicza się głównie do narzucenia społeczeństwu siłą, bez żadnych konsultacji, w czasie gdy prawa obywatelskie są mocno ograniczone – okrutnej ustawy, inspirowanej przez fanatyków „Pro-life” i bezdusznych hierarchów kościoła katolickiego, którzy z kropidłem angażują się w cudze życie, ale swojego nie potrafią rozliczyć z pedofilskich afer.

PiS w trakcie dramatycznie wydłużających się rządów bardziej angażowało się w budowanie kościołów i kiczowatych pomników niż w budowanie szpitali. Jak pisze dzisiejszy Newsweek w ciągu pięciu lat rządów tej partii „Liczba kościołów wzrosła. Szpitali wyraźnie spadła

Szacunek do ludzkiego życia nakazywałby choćby zapewnienie odpowiedniej liczby szczepionek na grypę czy też uchwalenie skutecznego prawa, które zobowiązywałoby do noszenia maseczek.

Ale PiS nawet tego nie było w stanie zrobić. Szczepionek jak nie było, tak nie ma, a ustawa weszło w życie dopiero kilka dni temu. I oni mówią o ochronie życia.

Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem masowych protestów przeciwko orzeczeniu tzw. Trybunału Konstytucyjnego. Widzimy tłumy demonstrantów i policjantów, i gaz łzawiący, i granaty hukowe. PiS z szacunku do życia rozpętało wojnę domową, a w przestrzeni publicznej unosi się również aerozol i wirus, który zaraża ofiary PiS-owskiej krucjaty „Pro-life”.

I czy w tym kontekście ktokolwiek jeszcze interesuje co się sesjami Rady Gminy w Kowali?

Rzuciłem okiem na materiał z ostatniej sesji z dnia 23.10.2020 i muszę powiedzieć, że Wójt Bulski trzyma formę.

W trakcie swojego sprawozdania z działalności pomiędzy sesjami WDB zanudzał publiczność historiami nie na temat, np. że Regionalne Centrum Krwiodawstwa organizuje zbiórkę krwi (temat ważny, ale to przecież nie jest inicjatywa Wójta), albo że odbyło się posiedzenie Komisji budżetowej.

W owym ekscytującym sprawozdaniu trafiła się wszak oratorska perełka: Wójt życzył dużo zdrowia …. palaczom 🙂

Miał oczywiście na myśli nie palących papierosy, ale palących w kotłach centralnego ogrzewania. Kanalarzy nie dotknął, bo jak wiadomo Gmina wciąż nie ma kanalizacji (nie ma chyba nawet wciąż dokumentacji).

No cóż, zdrowia nigdy za dużo. Niechaj palacze będą zdrowi, ale chyba należy odwrócić akcenty i najpierw zatroszczyć się o z drowie ofiar palenia w kotłach, bo jak wiadomo gminne kotły głównie spalają węgiel i emitują gazy cieplarniane, pyły zawieszone i inne świństwa, które zabijają narodzonych.

I jak wiadomo również w dziedzinie wymiany kotłów węglowych na pompy ciepła WDB specjalnymi sukcesami poszczycić się nie może.

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

Partyjny Szoł z Dostojnym Emerytem – oraz aluzje do Cesarstwa Rzymskiego.

Na oficjalnej stronie Urzędu Gminy w Kowali, w aktualnościach, umieszczono propagandowy materiał, w którym Wójt D. Bulski i „Honorowy Wójt” T. Osiński oraz radni (głównie PSL-owscy) reklamują partyjnego barona Mazowsza – Marszałka Struzika. Na powyższym zdjęciu „Dostojnicy” celebrują przebudowę drogi w Ludwinowie o długości 520 m, której realny koszt wynosi 385 978,06, w tym 115 000,00 zł od Struzika (Szacun dla Marszałka – kwota robi wrażenie). Delegacja nie znalazła jednak czasu aby zwizytować pobliską drogę wojewódzką w Trablicach (która podlega Marszałkowi). Przypomnę, że droga ta wymaga pilnej dobudowy chodnika i że urzędnicy Marszałka budowę tego chodnika (o długości 600 m) w ramach Budżetu Obywatelskiego Mazowsza wycenili na 1 600 000 zł (sic!) co skutkowało utrąceniem projektu (Szacun dla Marszałka – kwota robi wrażenie).

Gdy senator PiS Wojciech Skurkiewicz w październiku 2014 r. ściskał na zdjęciu wyborczym kandydata PiS-u na Wójta gminy Kowala Dariusza Bulskiego, zapewne nie sądził, że pomaga politycznej konkurencji, i że za kilka lat Bulski będzie „wizytował” Gminę razem ze znienawidzonym przez PiS Marszałkiem nieustających kadencji i z Tadeuszem Osińskim – Wójtem nieustających kadencji, który samorządową „nieśmiertelność” osiągnął nadając sobie (za pośrednictwem planktonu z Rady Gminy) nielegalny tytuł „Honorowego Wójta Gminy Kowala”.

Marszałek wizytował prowincję Kowala (prowincja w znaczeniu „jednostka administracyjna cesarstwa rzymskiego, utworzona na podbitych terytoriach, zarządzana przez namiestników”) w asyście Namiestnika Dariusza Bulskiego i Namiestnika Emeryta Tadeusza Osińskiego oraz planktonu z Rady Gminy (głównie spod znaku zielonej koniczynki).

Po co była ta wizytacja? Po co Marszałek na budowie drogi, na budowie hali gimnastycznej i na budowie boiska wielofunkcyjnego? Przecież tam powinien być Inspektor Nadzoru, a nie Marszałek!

Ale przecież tu nie chodzi o drogę, nie chodzi o halę gimnastyczną i nie chodzi o boisko. Gdyby o to chodziło, to Dostojna Delegacja spotkałaby się z mieszkańcami Trablic w świetlicy „Słoneczko”, żeby omówić możliwość budowy chodnika w ramach Budżetu Obywatelskiego Mazowsza i żeby wyjaśnić dlaczego złożony projekt przez piszącego te słowa Trabliczanina został sztucznie utrącony poprzez przeszacowanie kosztów.

Wizyta Marszałka w prowincji Kowala wynikała z pobudek czysto politycznych. Marszałkowi Cesarz chce odebrać prowincję poprzez „wykrojenie obwarzanka” i zainstalowanie tam swojego Namiestnika, więc Marszałek wizytuje zagrożoną prowincję -swoje partyjne terytorium – w asyście Wójta i „Honorowego” Wójta, którzy chwalą się „groszowymi” dotacjami od Marszałka.

Wizyta rozpoczęła się od dyskusji z lokalnymi władzami oraz zaproszonymi gośćmi. Poruszone zostały sprawy istotne dla lokalnej społeczności

Jaka to dyskusja? I jacy goście? Ze zdjęć wynika, że grono owych gości zaszczycił m.in. były radny i obecny sołtys – miejscowy pieniacz, który zasłynął z inwektyw wobec opozycyjnych radnych i procesów sądowych (najczęściej ze skutkiem dla siebie mizernym).

Jakie to sprawy istotne dla lokalnej społeczności?

Chodnik przy drodze wojewódzkiej w Trablicach? Nie! Marszałek celebrował gminny asfalt w Ludwinowie, a nie wojewódzki chodnik w Trablicach. Bo gminny asfalt jest, a wojewódzkiego chodnika nie ma!

A może oczyszczalnię ścieków, albo kanalizację w Trablicach?
Problem polega na tym, że oczyszczalni nie było, nie ma i wygląda na to, że jeszcze długo – za rządów Namiestników – nie będzie. A kanalizacja w Trablicach (zrzucająca ścieki do ościennej, a nie do własnej gminy) po prawie sześciu latach przejęcia władzy przez Osińskiego i Bulskiego wciąż nie ma nawet projektu – nie mówiąc już o decyzji środowiskowej i pozwoleniu na budowę i nie mówiąc już o dotacji od Marszałka. Przypomnijmy, że w kampanii wyborczej w roku 2014 Osiński zarzucał Stanikowi, że nie pozyskał środków z zewnątrz na budowę oczyszczalni.

To zdjęcie z drogi w Ludwinowie i te kwoty dotacji od Marszałka (w sumie – z propagandowego artykułu – zaledwie 1,61 miliona zł) niech świadczą o realnych dokonaniach w gminie Kowala Wójta Bulskiego i jego partyjnych mocodawców.

Dostojni Emeryci zrobili Szoł, pokazali się w garniakach na asfalcie i zrobili sobie słit focię.

A piesi z Trablic wciąż będą z duszą na ramieniu walczyć o przetrwanie na drodze wojewódzkiej zarządzanej przez Marszałka, a właściciele nieruchomości wciąż będą wylewać ścieki gdzie się da – przy milczącej zgodzie Wójta Gminy.

Marszałek Struzik za 2 lata prawdopodobnie będzie emerytem, „Honorowy Wójt” Osiński już jest, ale Wójt Bulski?

Wójtowi Bulskiemu należy życzyć wielu długich lat w stanie aktywności zawodowej – ku pożytkowi dla społeczeństwa i systemu ubezpieczeń społecznych. Ale niekoniecznie w charakterze Włodarza Gminy Kowala.

Bo Włodarz Kowali owszem powinien być widoczny, ale niekoniecznie na słit foci z Dostojnym Emerytem przy boku Cezara.

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

CHODNIK W TRABLICACH BĘDZIE ZE ZŁOTA? – absurdalna wycena projektu w ramach Budżetu Obywatelskiego Mazowsza

Odcinek drogi wojewódzkiej nr 744 pomiędzy skrzyżowaniem w Trablicach, a rondem na obwodnicy południowej Radomia posiada długość około 600 m (i to z wyłączeniem szerokości obu pasów kolejowych). Ile zatem może kosztować przebudowa tego odcinka poprzez dodanie chodnika o szerokości 1,5 m? I czy da się to w ogóle zrobić? WEDŁUG ZARZĄDCY DROGI NIE DA SIĘ!! Zgodnie z prawem Murphy’ego „Jak coś może się nie udać, to na pewno się nie uda”. Pytanie: dlaczego Urząd Marszałkowski wyznaje takie żartobliwe prawa? I dlaczego Urząd Marszałkowski inwestycję wartą mniej niż 400 000 zł wycenił na 4 razy tyle? Odpowiem na drugie pytanie: dlatego, że dzięki takiemu przeszacowaniu (być może kostka będzie pozłacana) projekt nie spełnił wymogów regulaminu i został wykluczony z głosowania!

Mieszkańcy Trablic od dekad pokonują, z duszą na ramieniu, odcinek drogi wojewódzkiej pomiędzy Trójkątem Bermudzkim (może tak nazwijmy skrzyżowanie dróg: gminnej, powiatowej i wojewódzkiej, gdzie regularnie tworzą się korki), a osiedlem Południe w Radomiu.

A co na to władze? Wójt gminy Kowala: NIE DA SIĘ! Wójt nie jest zarządca drogi, ale jako Włodarz posiada rozliczne możliwości aby u Marszałka zabiegać o interesy mieszkańców Trablic, tym bardziej, że przecież skumał się z PSL-em, który być może wkrótce wkupi się do Rządu „Dobrej zmiany”.
Marszałek: NIE DA SIĘ! Starosta: NIE DA SIĘ! Starosta też nie jest zarządcą drogi, ale cóż z tego skoro zarządza drogą powiatową w Trablicach i niedawno na jednej z sesji Rady Gminy ogłosił „tryumfalnie”, że co prawda stan prawny drogi jest nie uregulowany i wobec tego nie będzie można skorzystać z Funduszu Dróg Samorządowych, ale za to, do końca kadencji Powiat sporządzi dokumentację. Brawo, brawo – w kolejnej kadencji Starosta zapewne wyłoni Wykonawcę, a budowa ruszy zapewne za jakąś koleją dekadę!

„Jak coś może się nie udać, to na pewno się nie uda” Drogi nie da się przebudować – słyszą mieszkańcy Trablic. I koniec?

Elon Musk szykuje się na Marsa, a samorządowi włodarze twierdzą, że nie jest możliwe … wybudowanie 600 metrowego chodnika przy ruchliwej drodze.

Może coś ze mną jest nie tak, może jestem głupszy od Marszałka, Wójta i Starosty, ale wciąż uważam, że – tak jak uważałem, że da się wymienić stare kotły węglowe na pompy ciepła – tak uważam, że da się ten chodnik wybudować. Istnieje konieczność wykupu działek, uregulowania stanu prawnego? No to dlaczego jeszcze tego nie zrobiliście?

Przecież takie sprawy załatwia się w ciągu kilku, kilkunastu miesięcy. Dokumentacja? Przecież to nie jest lot na Marsa. Dokumentację robi się w kilka miesięcy, a nie w ciągu całej kadencji szanowny Starosto.

Ponieważ nie wierzę w prawa Murphy’ego, to w marcu tego roku napisałem razem z kolegą, który zna się na kosztorysach, projekt – w ramach Budżetu Obywatelskiego Mazowsza – pod nazwą: „Budowa chodnika Trablice – Radom przy drodze wojewódzkiej nr 744„.

Świadom zasad Regulaminu, wyrzuciłem z projektu odcinki drogi, które znajdują się w pasach kolejowych; Liczyłem się z tym, że urzędnicy odrzucą projekt ze względu na konieczność wykupu działek, bo zaraz za pierwszymi torami w pasie drogi znajduje się trójkątna działka nr 112/4, która być może nie należy do województwa, ale za to działka nr 756 – pomiędzy „Trójkątem Bermudzkim”, a pierwszym przejazdem kolejowym posiada szerokość aż 18 m i zapewne należy do województwa, a więc przynajmniej ten odcinek nie posiada wad prawnych. Kwestia własności działek zostanie wyjaśniona, gdyż zamierzam odwołać się od decyzji o odrzuceniu projektu z powodów merytorycznych (Projekt został pozytywnie zweryfikowany formalnie).

Nie spodziewałem się jednak, że budowę chodnika o szerokości 1,5 m i długości 600 Urząd Marszałkowski wyceni na … 1 600 000 zł.

Wynik oceny merytorycznej projektu dot. budowy chodnika w Trablicach. Kwoty wyliczone przez mazowieckich urzędników kilkakrotnie przekraczają ceny rynkowe wymienionych robót i usług.

Urzędnicy oceniający projekt oderwali się od rzeczywistości w zakresie cen.
Popatrzmy na podobne przykłady dotyczący budowy chodnika (pod koniec roku 2019):

  1. Budowa chodnika (powierzchnia chodnika 1537 m2) przy drodze powiatowej nr 3506W Jankowice – Gulin – najtańsza oferta na roboty budowlane 438 837 zł brutto. Uwaga: projekt dla Trablic dotyczy chodnika o pow. 900 m2, a zatem proporcjonalnie roboty budowlane można oszacować na 256 719 zł.
  2. Budowa chodnika (powierzchnia chodnika 982 m2) przy drodze powiatowej nr 3525W Słupice – Gózd – najtańsza oferta na roboty budowlane 189 931 zł brutto. Dla projektu w Trabliach, o pow. 900 m2, proporcjonalnie wyjdzie szacunkowo 173 976 zł.
  3. Opracowanie dokumentacji projektowej na budowę chodnika wzdłuż drogi powiatowej 3553W granica województwa – Jasieniec Iłżecki Górny – Pastwiska. Oferta która wygrała opiewała na cenę 31 980 zł brutto.
  4. Pełnienie funkcji inspektora nadzoru dla zadania pn. „Rozbudowa drogi powiatowej nr 3503W Młódnice – Jarosławice – Cerekiew – Radom wraz z budową ścieżki rowerowej na odcinku 8,6 km. Oferta która wygrała opiewała na cenę 22 519 zł brutto (chodnik w Trablicach to tylko 0,6 km).

Powyższe ceny to ceny realne, rynkowe, dotyczące konkretnych projektów o podobnym zakresie i charakterze. Reasumując:

  1. Realna, rynkowa wartość dokumentacji: do 50 000 zł – według Urzędu Marszałkowskiego – 150 000 zł! Czyli trzy razy więcej!
  2. Realna, rynkowa wartość robót budowlanych: do 300 000 zł.
    według Urzędu Marszałkowskiego – 1 400 000 zł! Czyli prawie pięć razy więcej!
  3. Realna, rynkowa wartość nadzoru inwestorskiego: do 25 000 zł.
    według Urzędu Marszałkowskiego – 50 000 zł! Czyli prawie dwa razy więcej!

Powstaje pytanie: dlaczego Urząd Marszałkowski tak drastycznie przeszacował wartość projektu?

I odpowiedź, która nasuwa się sama: „Czyż nie dlatego, żeby go utrącić już na samym początku?

„Jak coś może się nie udać, to na pewno się nie uda”

Mimo wszystko złożę odwołanie od wyników oceny merytorycznej, a mieszkańców Trablic zachęcam do bombardowania Zarządcę drogi petycjami o pilne wybudowanie chodnika.
Pamiętajmy, że wkrótce Sejmik Województwa Mazowieckiego przyjmie budżet na rok 2021, i że ten budżet powinien być dla nas, mieszkańców Mazowsza.

A Trablice to co – nie Mazowsze?

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

12 lipca 2020 – Słaby Prezydent podzielonej Polski

Wykres wyników drugiej tury wyborów prezydenckich 2020 w gminach Powiatu radomskiego. Przynajmniej w tej konkurencji gmina Kowala relatywnie nie musi się wstydzić. Na kogo głosował WDB? Nie wiadomo! Wiadomo natomiast, że w Kowali wielu członków PSL-u głosowało na Andrzeja Dudę.

No to po wyborach!

Mamy Prezydenta! Prezydenta, który 12 lipca 2020 r. wieczorem, po ogłoszeniu wyników Exit poll, służalczo dziękował członkom Rządu za wsparcie w wyborach, zapominając o tym, że Prezydent jest reprezentantem nie Rządu ale wszystkich Polaków – również tych 20-stu milionów, którzy na niego nie głosowali.

Mamy Prezydenta, który jest przystawką do Rządu i Rząd, który jest popychadłem neokomunistów określających siebie mianem Zjednoczonej Prawicy (trudno o uniknięcie analogii pomiędzy PiS-em, a Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą i pomiędzy Prezesem, a Pierwszym Sekretarzem”).

Większość gmin podobnych do Kowali uwierzyło w iluzję „dobrej zmiany” i w przeterminowaną kiełbasę, którą „dobra zmiana” rozrzucała na prawo i lewo przed pierwszą i przed drugą turą.

Ale kiełbasa już się psuje. Złotówka pikuje w dól, a ceny w górę. Wirus się rozpędza (wbrew przedwyborczym obietnicom Mateuszka-Kłamczuszka). A czeki bez pokrycia rozdawane samorządowcom przez neokomunistów ze „Zjednoczonej Prawicy” kłują w oczy wirtualnymi milionami (ideologia komunistyczna postulowała i praktykowała m.in. „kolektywną własność środków produkcji i wspólnotowy podział dóbr”).

Nie tylko ja oglądałem z niesmakiem jak wójt jednej z gmin Powiatu radomskiego na stronie swojego Urzędu przymilał się do „neokomunistów” pisząc iż jego zastępca „miał zaszczyt” przyjąć od Rządu czek (bez pokrycia).

W polskim prawie rozdawanie czeków bez pokrycia jest przestępstwem, a umizgiwanie się do przestępców zaszczytne raczej nie jest. No chyba, że ja znów czegoś nie zrozumiałem, a ów wójt wcale nie cedził Rządowi wazeliny, ale był aluzyjnie uszczypliwy 🙂 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

28 Czerwca 2020 roku – Głosujmy na silnego prezydenta wspólnej Polski

Rafał Trzaskowski – kandydat, na którego oddam głos

Za godzinę cisza wyborcza. A pojutrze, w nietypowych okolicznościach, około 60 % Polaków (Polek i Polaków – ach ta językowo męcząca poprawność) odda swój głos na Prezydenta, który powinien być ponadpartyjnym arbitrem oraz strażnikiem Konstytucji.

Powinien być, ale niestety nie jest, bo Prezydent Duda jednoznacznie utożsamia się z rządzącą partią, a Konstytucji „pilnuje” pod dyktando starszego, zgorzkniałego Pana z Żoliborza i pod parasolem Trybunału kierowanego przez Odkrycie towarzyskie starszego Pana.

Partia starszego, zgorzkniałego Pana z Żoliborza utożsamia Polskę ze sobą. Polska to oni, Polska to Rząd, Polska to większość sejmowa, Polska to Prezydent Duda. Notable rządzącej partii oraz ich Prezydent noszą w klapach marynarek emblematy z polską flagą, to jest ich znak rozpoznawczy. Ich polskość jest większa niż nasza.

„Andrzej Duda – prezydent polskich spraw” – to hasło Prezydenta, który w trakcie kończącej się kadencji wielokrotnie złamał Konstytucję.

Ale Polska wcale taka nie jest. Polska to nie Rząd, Polska to nie PiS i Polska to nie Duda (choć nikt im nie odmawia wyborczej legitymacji).
Polska to nie tylko te 8 milionów, które w ostatnich wyborach głosowało na PiS, ale również te 9 milionów, które głosowało na Opozycję i …. Polska to również te pozostałe miliony, które nie głosowały na nikogo.

Dlatego głosujmy na Trzaskowskiego – Prezydenta wspólnej Polski, Prezydenta nie tylko tych 9-ciu milionów, ale również tych 8-milionów oraz …
tych pozostałych milionów, które nie głosowały na nikogo.

Ps. Wcale nie twierdzę, że Trzaskowski jest The Best. Całkiem dobrym Prezydentem byłby również Szymon Hołownia oraz Władysław Kosiniak-Kamysz (ach ta polszczyzna).
Głosujmy zatem w pierwszej turze na jednego z tych trzech, a w drugiej … również.

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

Po 3-ech dekadach powstania Samorządu Terytorialnego – Na 3 tygodnie przed Wyborami Prezydenckimi 2020

Skany początków pierwszych stron oficjalnych sprawozdań z wykonania budżetu gminy Kowala za rok 1995 i za rok 2019. Uwzględniając inflację, realne dochody Gminy Kowala w okresie ostatnich 30-stu lat wzrosły kilkanaście razy. Wystarczyło zdecentralizować Państwo i przekazać część jego zadań samorządom.

Dziesięć dni temu minęło 30 lat od wprowadzenia w życie przez Rząd Tadeusza Mazowieckiego reformy samorządowej, dzięki której mieszkańcy polskich gmin przejęli sprawy w swoje ręce, a partyjnych sekretarzy zastąpili lokalni liderzy, wybierani w powszechnych wyborach – wójtowie, burmistrzowie i prezydenci.

To był krok milowy w odtwarzaniu, po rządach komunistów, nowoczesnego Państwa, opartego na zasadzie trójpodziału władzy, przejrzystości jej działań i przekazaniu części tej władzy samorządom.

Dzięki reformie nie trzeba już się było pytać i prosić o zgodę i środki finansowe partyjnych kacyków, żeby w gminie wybudować drogę lub boisko sportowe. Z upływem lat partyjne kacyki traciły na znaczeniu, a gminom przybywało dochodów i uprawnień.

Dzisiaj, po 3-ech dekadach powstania Samorządu Terytorialnego i na 3 tygodnie przed Wyborami Prezydenckimi 2020, znów wszystko zależy od partyjnych sekretarzy (dwóch z nich postanowiło niedawno, bez żadnego trybu, o Niewyborach 10 maja) trójpodziału władzy już prawie nie ma, a władza jest coraz częściej tak przejrzysta jak jawne są dochody żon Premiera Morawieckiego i Ministra Szumowskiego.

Ewolucja powojennej postkomunistycznej samorządności nie była oczywiście pozbawiona patologii. Korupcja, nepotyzm, kumoterstwo, niegospodarność i prywata zdarzały się i zdarzają w polskich samorządach. Ale im bardziej scentralizowana władza, im mniej samorządności – tym więcej korupcji, nepotyzmu, kumoterstwa, niegospodarności i prywaty.

Najbliższe Wybory Prezydenckie przesądzą o tym, czy znów, żeby wybudować w gminie drogę lub boisko sportowe, wójt, a może naczelnik, będzie musiał się prosić jakiegoś biernego, miernego, ale wiernego partyjnego ważniaka o łaskawą zgodę i o jałmużnę, określaną mianem rządowej dotacji, na realizację inwestycji.

Sekretarz Generalny nakaże, zdominowany przez bolszewików Sejm wykona, Duda podpisze. Klamka zapadnie.
A gdyby jakiś Igor Tuleya podważył klamkę, to Premier nie wydrukuje, a Usłużny Sędzia na polecenia Sekretarza Generalnego oskarży Tuleyę. ORWELL 2020.

Krętacze z partii o przewrotnej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”, po nielegalnym wydrukowaniu kart wyborczych za 68 milionów i przeprowadzeniu Niewyborów w dniu 10 maja 2020 dali, w swej łaskawości, nowym kandydatom na Prezydenta w (jak się wydaje) Wyborach czerwcowych całe pięć dni na zbieranie podpisów poparcia. Szacun, mogli przecież dać 2 dni albo 2 godziny, a dali aż 5 dni. „Policmajster człek ludzki” – to z Adama Mickiewicza)

Trzaskowski zbierze te 100 000 podpisów z zapasem bez problemu – dzięki mobilizacji ludzi, który mówią „mamy dość”.

Ale ja, który też „Mam dość”, przecież nie będę biernie czekał na łaskę partyjnych kacyków, którzy dali „Nowym” kandydatom tylko 5 dni. „Nowi” i „Starzy” to nowa jakość „Prawych i Sprawiedliwych”: „Nowi i Starzy kandydaci”, „Nowi i Starzy sędziowie”, „Nowy i Stary sort (czytaj: lepszy i gorszy)”, „Nowe i Stare mordy (czytaj: lojalne i zdradzieckie)”. W polskich rodzinach też są „Nowi” i Starzy”. Sekretarz Generalny i jego partia o dziwacznej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość” tak skłócili wszystkich ze wszystkimi, że nawet polskie rodziny skaczą sobie do „zdradzieckich mord”, a ogłupiałe społeczeństwo nie dostrzega w Andrzeju Adriana.

Dzisiaj chodziłem za podpisami za Trzaskowskim. Gdyby „Tygryskowi” „Prawi i Sprawiedliwi” dali „aż” 5 dni – chodziłbym za „Tygryskiem”, choć nie przepadam za PSL-em. Gdyby Szymonowi dali „aż” 5 dni, chodziłbym za Szymonem (28-go czerwca – jeśli ciamajdy z PiS-u prawidłowo wydrukują karty za kolejne dziesiątki milionów, a hersztowie dwóch partyjnych gangów znów nie ogłoszą Niewyborów – zagłosuję albo za Trzaskowskim, albo za Hołownią). Gdyby Bosakowi „Prawi i Sprawiedliwi” dali „aż” 5 dni – chodziłbym za Bosakiem, choć na pewno na niego nie zagłosuję, chyba, że w drugiej turze 🙂 Zasada jest prosta: gramy w „nogę” – wpuśćmy na boisko każdą jedenastkę, która chce grać i nie wyznaczajmy sędziów spośród swoich.

Chodziłem za Trzaskowskim, nic wielkiego – partia sobie poradzi z podpisami i beze mnie, tak jak radziła sobie beze mnie przez ostatnie 10 lat.

Chodziłem, bo tak jak czarni w USA „Mam dość” i „Nie mogę oddychać”!

Ps.
Wójt Bulski mógłby zacząć w końcu wymieniać te kotły i przestać projektować, projektować …. i projektować kanalizację – tak jak Osiński przez 25 lat – a zacząć ją w końcu budować!

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

Zasada bandytyzmu – o profanacji Wyborów i nieudacznym Uszacie!

Kadr z filmu „Killer” – bandyta Uszat próbuje upokorzyć domniemaną konkurencję (Jurka Killera, którego władza mylnie wzięła za zawodowego zabójcę) i w środowisku więziennej subkultury ugruntować swoją władzę – ze skutkiem dla Uszata tragicznym 🙂

Dzisiaj 11 maja 2020, dzień po nie odbytym głosowaniu w Wyborach prezydenckich 2020, można powiedzieć, że w Państwie przywłaszczonym przez trzy partyjne bojówki konstytucyjna zasada legalizmu została zamieniona na zasadę bandytyzmu. Zgodnie z Art. 7 Konstytucji „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa„. Tymczasem organy Państwa opanowane przez bojówkarzy (mam na myśli partyjnych hersztów, a nie szeregowych członków partii) działają na podstawie widzimisię Prezesa i w granicach (lub nawet poza granicami) niekonstytucyjnych zarządzeń Premiera i niekonstytucyjnych ustaw podejmowanych (często) w nocy przez bolszewicką większość w Sejmie i bezrefleksyjnie podpisywanych przez ubezwłasnowolnionego i pozbawionego honoru Adriana.

Bojówkarze nie podążają za Prawem, ale ciągną je za sobą na łańcuchu. Postępują zgodnie z taktyką spalonej ziemi i faktów dokonanych; najpierw działają lub knują działania – później dopiero dostosowują Prawo do faktów lub preparują je aby pasowało do zamiarów.

Organizację Wyborów, zarządzonych w środku Zarazy, bojówkarze nielegalnie odebrali jedynemu uprawnionemu organowi Państwa – Państwowej Komisji Wyborczej – i przekazali specjaliście od katastrof, partyjnemu komisarzowi, który 10 lat temu współorganizował tragiczny lot do Smoleńska. Czyż można się dziwić, że doszło do kolejnej katastrofy?

Gdy dawno temu uzyskałem czynne prawo wyborcza, w czasach głębokiej komuny, moja wiedza o Państwie była nikła, a pojęcie społeczeństwa obywatelskiego całkowicie nieznane, bo w satelickiej PRL Państwo było własnością „wiodącej siły narodu” i stojącego za nią globalnego Bandyty, tak jak teraz (prawie) stało się własnością „dobrej zmiany”. Ale za „dobrą zmianą” żadnego Bandyty już nie ma, a jedynie rozleniwione i znieczulone przez socjalne fanaberie bezideowe społeczeństwo, które powoli zaczyna się orientować w sytuacji.

To właśnie dlatego „dobra zmiana” po trupach prze do wyborów. Kieruje nią paniczny strach, bo wie, że łaska ludu jest zmienna i z tyłu już nie ma globalnego Bandyty, a za popełnione przestępstwa (przeciwko wyborom, przeciwko mieniu, przeciwko życiu i zdrowiu, przeciwko środowisku ….) będzie musiała ponieść odpowiedzialność.

Od roku 1989, gdy entuzjastycznie uczestniczyłem w pierwszych (prawie) wolnych Wyborach, które włączyły Polskę do Rodziny państw praworządnych i demokratycznych, na wybory chodziłem zawsze – na wybory, to ważne: na spotkania wyborcze w trakcie kampanii, na szkolenia i spotkania komisji wyborczych, na liczenie głosów i podpisywanie protokołów i wreszcie (mniejsza o chronologię) na … głosowanie.

To była moja duchowa strawa, moja zupa i moja kiełbasa. Wczoraj, po przeszło 30-stu latach życia we w miarę normalnym Państwie, które mozolnie dźwigało się z kolejnej zawieruchy historii, bandyta Uszat wypił mi zupę i zeżarł kiełbasę.

Ukradli nam Wybory, odebrali godność, ale to nie koniec. Przed nami kolejny kryzys, kryzys gospodarczy – tylko częściowo spowodowany siłą wyższą, a w dużej mierze przez katastrofalną polityką Rządów „dobrej zmiany”. Pani Beata i Pan Mateusz zapomnieli, że immanentną cechą każdej gospodarki jest jej cykliczność i że po wielu latach prosperity, nazywanej przez dobro-zmianowych kłamców „Państwem w ruinie”, nadejście sztormu było nieuniknione.

A Kapitan – zamiast wzmacniać poszycie, uzupełniać szalupy, gromadzić zapasy i konsolidować załogę – rozdawał zapasy na prawo i lewo i skłócał wszystkich ze wszystkimi.

Państwowa Komisja Wyborcza, zapewne w dobrej wierze, żeby stworzyć furtkę na pozbieranie się z tej katastrofy ogłosiła, że Wybory się nie odbyły, uznając, że nie było żadnych kandydatów.

Trudno o większą bujdę i o większe upokorzenie dla tych dziewięciorga kandydatów, którzy w dniu niedoszłego głosowania, po wcześniejszym zebraniu setek tysięcy podpisów i krótkotrwałej kampanii wyborczej dowiedzieli się, że tego wszystkiego po prostu nie było. Trudno o większą szkodę finansową dla ośmiu komitetów wyborczych, które w dobrej wierze położyły pieniądze na stole, a „dobro-zmianowy” krupier zawinął je w obrus i ogłosił, że gra się nie odbyła, bo nikogo nie było przy stole; nie mówiąc już o tych piętnastu milionach wydanych z naszych podatków przez specjalistę od katastrof na drukowanie lewych kart wyborczych, które walają się w przestrzeni publicznej

Jeden z czytelników tego bloga radzi mi aby cieszyć się życiem; wydaje mu się, że tego bloga napędza gorycz i osobista frustracja. Może i jest w tym trochę prawdy, ale z całą pewnością nie cała prawda – a co, ja jako obywatel nie mam prawa do złości na polityków i do surowej oceny ich działań?

Pisałem wyżej o społeczeństwie obywatelskim, które dzisiaj zawiodło, ale nie można powiedzieć, że go nie ma. Popatrzcie jak dzisiaj rapuje Rzecznik Praw Obywatelskich, jak egzekwuje przestrzeganie prawa Sieć Obywatelska Watchdog Polska, jak sprzeciwiają się samowoli Uszata różne środowiska, które też chcą cieszyć się życiem, ale życiem w godności i w prawdzie, a nie w oparach kłamstw tzw. publicznej Telewizji, która upadła na dno.

Moja złość jest właśnie potwierdzeniem, że społeczeństwo obywatelskie istnieje, a pisanie tego bloga jest brakiem zgody na nadużycia władzy tej dużej i tej małej.

W ubiegłym tygodniu napisałem do Wójta Kowali mejla z zapytaniem czy udostępnił moje dane osobowe Poczcie Polskiej. Odpowiedź na pytanie jest prosta – TAK albo NIE. Nie trzeba się zastanawiać, odpowiedzi Wójt powinien udzielić niezwłocznie.

Ale nie mam złudzeń, „Wójt dla ludzi” jest zwykłym karierowiczem i nie liczę na to, że okaże charakter – tak jak okazało go wielu innych włodarzy gmin.

Rozumiem jego konformizm i wiem, że w tych trudnych czasach część wójtów, burmistrzów i prezydentów również wybrało ponad prawo – święty spokój i bezpieczeństwo swoich karier – poddając się dyktatowi Uszata.

Takich ich wybraliśmy, takich ich mamy.

Nieprawdą jest, że moją aktywność obywatelską napędza tylko gorycz.
Zajmuję się nie tylko krytyką władzy. Tam gdzie to możliwe współpracuję z tą władzą.

Ostatnio, choć nie pierwszym i zapewne nie ostatnim, przykładem jest projekt budowy chodnika w Trablicach złożony przeze mnie, jeszcze przed rozkręceniem się epidemii, w Urzędzie Marszałkowskim w ramach Budżetu Obywatelskiego Województwa Mazowieckiego; wcześniej musiałem zebrać podpisy, ale nie tak ja PiS in-blanco. To były prawdziwe podpisy i to było prawdziwe poparcie.

W lipcu (jeśli znów nie zmieni się kalendarz) będzie głosowanie nad projektami i to już od mieszkańców Trablic i ich umiejętności przekonywania opinii publicznej będzie zależeć czy zdamy egzamin jako społeczeństwo obywatelskie i czy będziemy mieli chodnik.

Jeżeli projekt przepadnie, moja duma nie ucierpi, nie potrzebuję tego, przydałaby się natomiast poprawa bezpieczeństwa na drogach w Trablicach, choć jeszcze bardziej Trablicom przydałaby się mądra polityka lokalnych władz w kierunku poprawy czystości powietrza, ładu przestrzennego i ogólnie jakaś mądra strategia na długofalowy rozwój Gminy.

Ale tego wszystkiego nie da się zrobić, jeśli w Państwie polskim zasada bandytyzmu dalej będzie zastępować zasadę legalizmu i jeśli Uszat terroryzował będzie wójtów, żądając od nich działań niezgodnych z prawem i ludzką przyzwoitością.

A na koniec odrobinę optymizu: w filmie „Killer” bandycie Uszatowi nie udało się upokorzyć konkurencji i ugruntować władzy, a w środowisku, które odetchnęło z ulgą po tragicznym dla Uszata finale, został w pamięci jako „Popierdółka”.

I jeszcze na koniec drugi kadr z filmu „Killer”

Kadr z filmu „Killer”. Z przodu Uszat, z tyłu społeczeństwo obywatelskie
Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz

Maszt w Hucie Mazowszańskiej – ad vocem do „Echa Dnia” i Starostwa Powiatowego.



„Echo Dnia” w artykule z dnia 9 września 2019 r. przedstawia stan rzeczy na temat MASZTU w Hucie Mazowszańskiej – tyle tylko, że CAŁKOWICIE FAŁSZYWY! A STAROSTWO gra w tej ustawce tę samą rolę.

Wiem, że mamy nie wrzesień 2019 r. ale maj 2020 r.

A w maju 2020 pracownicy POCZTY, sterroryzowani przez APARAT PiS-u mają roznosić koronowirusowe PAKIETY (tak jak starożytni NIEWOLNICY dźwigali kamienne bloki na piramidy ku chwale WŁADCÓW).

I właśnie o tym już zacząłem pisać – o tych kamiennych blokach, czyli o korespendencyjnych PAKIETACH, które listonosze mają ROZNOSIĆ! (uwaga: ALUZJA) do wyborców, bo partyjny GANG, który niszczy nasze europejskie Państwo chce władzy absolutnej poprzez przepchnięcie kolanem swojego prezydenta-wasala.

Ale wiedziałem, że pisanie o tym ma wątpliwy sens, bo skoro w OGÓLNOPOLSKICH MEDIACH NIEZALEŻNYCH profesjonalni dziennikarze piszą o BEZEPRAWIU PiS-u tak jasno i tak prosto, a SZARY CZŁOWIEK dalej popiera DUDĘ, to …. po co mam pisać i marnować czas ja DZIENNIKARZ AMATOR?

Ale sens jest. Bo przecież SZARY CZŁOWIEK przejrzy na oczy wcześniej czy później!
A GANG wcześniej czy później stanie przed właściwym Trybunałem (którym rządzić nie będzie „Towarzyskie odkrycie Prezesa”).
A w życiu warto mieć jakieś wartości i zasady (inne niż kasa i władza).

A teraz wróćmy do ustawki „Echa Dnia” i Starostwa kierowanego przez aparatczyka z PiS.

Ponieżej OBNAŻAM przekłamania w artykule „Echa Dnia”:

  1. Starostwo sprawdzi inwestycję” (z tytułu artykułu).

Komentarz: Starostwo Powiatowe wydało pozwolenie na budowę MASZTU, co więcej STAROSTWO nie powiadomiło o tym właścicieli sąsiednich działek, choć mogło mieć taki obowiązek, a zatem STAROSTWO chce być sędzią we własnej sprawie (Kontrolę inwestycji powinien przeprowadzić organ niezależny od Starostwa).

2. „Inwestycja nie podoba się niektórym mieszkańcom, którzy twierdzą, że nie zostali o niej poinformowani, przede wszystkim przez gminę, ale także starostwo. Od 16 sierpnia składają oni wnioski o włączenie do sprawy jako kolejne strony postępowania” (z treści artykułu).

Komentarz: tutaj „Echo Dnia” napisało rzecz istotną, ale ja odwróciłbym akcenty: mieszkańcy powinni być powiadomieni o planowanej inwestycji i przez Gminę i przez Starostwo, ale to Starosta wydał pozwolenie na budowę i to przede wszystkim Starosta mógł nadać status stron sąsiadom masztu w postępowaniu o pozwolenie na budowę i Starosta powinien sprawdzić czy inwestor uzyskał od Wójta decyzję środowiskową (lub postanowienie o odmowie jej wydania).

3. „Maszt stanął na terenie objętym Planem Zagospodarowania Przestrzennego, uchwalonym przez radnych gminy Kowala w 2011 roku, który zezwala na budowę wież telefonii komórkowej bez dodatkowych procedur – wyjaśnia starosta” (z treści artykułu).

Komentarz: Starosta opowiada głupoty! Choć rzeczywiście budowa masztu jest jak najbardziej zgodna z MPZP. Głupota Starosty polega na tym, że sam fakt zgodności inwestycji z MPZP wcale nie oznacza automatycznej możliwości budowy. „Echo Dnia”: pisze nieprawdę jakoby MPZP zezwalał „na budowę wież telefonii komórkowej bez dodatkowych procedur”. Jedną z owych „dodatkowych procedur” jest choćby procedura uzyskania (lub braku obowiązku uzyskania) DECYZJI ŚRODOWISKOWEJ. Procedura taka powinna być wszczęta przez Wójta i zakończona albo wydanien decyzji środowiskowej, albo postanowieniem o odmowie wydania takiej decyzji, co oznaczałoby zgodę Wójta na relizację budowy; w obu przypadkach Wójt miał obowiązek powiadomić sąsiadów masztu o postępowaniu i o możliwości zażalenia/skargi na swoje rozstrzygnięcie.

4. „Zgodnie z obowiązującą procedurą budowlaną, stronami w tym postępowaniu są tylko inwestor, czyli spółka telekomunikacyjna oraz prywatny właściciel działki, na której zbudowano maszt. Mieszkańcy nie mogli być więc poinformowani o budowie – W związku z wnioskami mieszkańców, zdecydowaliśmy o wznowieniu postępowania w sprawie masztu w Hucie Mazowszańskiej – informuje starosta Waldemar Trelka” (z treści artykułu).

Komentarz: Zgodnie procedurą budowlaną stronami postępowania są m.in. „użytkownicy wieczyści lub zarządcy nieruchomości znajdujących się w obszarze oddziaływania obiektu”. A obowiązek ustalenia czy maszt oddziaływa na sąsiednie nieruchomości należał do Starosty. Niezależnie jednak od tych ustaleń Starosta mógł powiadomić mieszkańców o planowanej budowie (niezależnie czy nadał im status stron, czy nie) – choćby na spotkaniu w Hucie Mazowszańskiej dotyczącym przeniesienia figurki.

5. „Według przepisów, składający wnioski mogą zostać włączeni do postępowania jako strona tylko wówczas, gdy udowodnią, że mają w nim jakiś udział lub interes

Komentarz: „Echo dnia” nie precyzuje według jakich przepisów.
A szkoda, bo w trakcie postępowania poprzedzającego budowę masztu przepisy się zmieniały (za rządów PiS przepisy mogą się zmienić z dnia na dzień, często w nocy, gdy PARTII, lub jakiejś grupie interesów z nią związanej będzie pasować). Otóż przed wydaniem przez Starostę pozwolenia na budowę Inwestor miał obowiązek do wniosku o wydanie takiego pozwolenia załączyć decyzję Wójta o środowiskowych uwarunkowaniach lub postanowienie Wójta o odmowie wydania takiej decyzji. A wtedy jeszcze (przepisy zmieniły się później) sąsiedzi masztu nie musieli udowadniać, że mają interes prawny aby uczestniczyć w postępowaniu, gdyż byli stronami tego postępowania z mocy prawa i z mocy prawa powinni być przez Wójta powiadomieni o planowanej budowie masztu. Starosta też nie miał prawa wydać pozwolenia na budowę, bez decyzji środowiskowej Wójta lub postanowienia Wójta o odmowie wydania takiej decyzji.

6. „Teren inwestycji jest objęty Planem Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Kowala, który dopuszcza budowę stacji bazowych telefonii komórkowej (paragraf 20 punkt 14). Plan ten został przyjęty przez radnych gminy Kowala w 2011 roku, a więc jeszcze w poprzednich kadencjach” .

Komentarz: Wyraźnie widać, że artykuł „Echa Dnia” jest daleki od dziennikarskiego obiektywizmu, i że jest pisany z wyraźnym przesłaniem. Jakie to ma znaczenie, że Plan został przyjęty za Wójta Stanika? Wójt Stanik po prostu robił plany, żeby ułatwić inwestorom możliwość inwestowania w Gminie, a Osiński i Bulski – NIE. Problemem nie jest Miejscowy Plan, bo ten był jak najbardziej potrzebny Gminie i inwestorom. Problemem są błędy lub zaniechania Wójta i Starosty, którzy pozwolili (i słusznie) na budowę masztu, pomijając jednak w procedurach, budowlanej i środowiskowej, sąsiadów masztu.

7. „Teren inwestycji jest określony w Planie jako strefa ZL (zwarte kompleksy leśne lub grunty przeznaczone do zalesienia), w której można budować instalacje i obiekty teleinformatyczne. To właśnie dzięki temu zapisowi spółka telekomunikacyjna nie musiała zabiegać o dodatkowe pozwolenia, jak na przykład decyzję środowiskową„.

Komentarz: W tym akapicie „Echo Dnia” ewidentnie wprowadza czytelników w błąd.
Sama zgodność jakiejś inwestycji z Miejscowym Planem nie zwalnia inwestora z obowiązku przejścia przez procedurę środowiskową. Deklaruję autorowi artykułu bezpłatne konsultacje na temat procedur środowiskowych. Podobnie jak deklarowałem sąsiadom masztu. Ale Ci poszli do Starosty. No i dobrze. Zobaczymy co Starosta zrobi. Moim zdaniem nic nie może zrobić, oprócz wskazania błędu własnego lub błędu Wójta. Bo przecież Operator wybudował maszt jak najbardziej legalnie i to nie jego wina, że mieszkańców właściwy organ pozbawił statusu stron. Pytanie który organ – Wójt czy Starosta?

To tyle jeśli chodzi o zdanie odrębne – poza kolejnością!

A na koniec apel: nie bądźcie bierni, gdy partyjny GANG brutalnie łamie KONSTYTUCJĘ i niszczy nasz wspólny dorobek ostatnich 30-tu lat.

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | 4 komentarze

„Buenos dias” pompy ciepła, ale nie w Kowali – w Kowali się nie starali!

Na liście projektów w ramach konkursu o przyznanie środków z Unii Europejskiej (i częściowo z budżetu Państwa) na wymianę „kopciuchów” opalanych węglem i śmieciem wszelakim na czołowych miejscach punktowanej listy wnioskodawców, którym przyznano milionowe dotacje, znalazły się gminy Mirów i Jastrzębia, gdzie wnioski prowadzili lub je nadzorowali byli pracownicy Urzędu Gminy w Kowali, zwolnieni stamtąd w roku 2015 przez Osińskiego i Bulskiego. A w Kowali? W Kowali znowu zaspali. Tym razem Kowala nawet nie złożyła wniosku.

Koronawirus, koronawirusem, ale póki co koronawirus (wespół z chorobami współistniejącymi) zabił „tylko” troje Polaków. Tymczasem trujące powietrze zabija rokrocznie … ponad 40 000 Polaków!

Ale co tam Wójtowi i co tam Premierowi i co tam Staroście. Oni są (jak na razie) względnie młodzi, a ich płuca są – jak sądzę – na tyle wydolne, że troska o osobistą karierę przyćmiewa troskę o czyste powietrze.

Dlaczego wymieniłem Premiera, Wójta i Starostę? Bo to oni w głównej mierze odpowiadają za jakość powietrza, którym oddychamy w Kowali (Marszałka Województwa nie wymieniłem bo jest znacznie starszy).

Za jakieś 10, 20 lat być może i oni zaczną się dusić, ale wtedy nie będą już mieli władzy i narzędzi aby odwrócić bieg zdarzeń.

27 czerwca 2017 r. ówczesny Wójt Kowali Tadeusz Osiński opublikował na stronie swojego Urzędu informację o nie przyznaniu dotacji dla Kowali na odnawialne źródła energii (obecny Wójt Bulski – jako „specjalista od środków zewnętrznych” – był wtedy Wicewójtem). Nic nowego – w kontekście choćby kanalizacji, która od ponad pięciu lat nie doczekała się nawet projektu, a projekt i – w konsekwencji – pozwolenie na budowę są konieczne aby ubiegać się o środki zewnętrzne.

Osiński wywodził, iż powodem porażki było „niewystarczające spełnienie kryteriów /…/ obliczeniowych”. Bulski z Osińskim zapłacili zewnętrznej firmie około 30 000 zł za pracę nad owymi kryteriami.

Ale dużo ciekawsze było następujące zapewnienie Osińskiego”
Zapewniam Państwa, że w przypadku pojawienia się kolejnego konkursu Gmina Kowala będzie ponownie starać się o dofinansowanie„.

No i cóż? Kolejny konkurs się pojawił! Dlaczego więc Gmina Kowala się nie starała? Dlaczego Bulski, następca Osińskiego, nie złożył wniosku?

Odpowiedź jest prosta. I nie chodzi tutaj o notoryczne mijanie się z prawdą przez Tadeusza Osińskiego.

Chodzi o to, że Dariusz Bulski – sparzył sobie w roku 2017 palce i wiedział, ze szanse w kolejnym projekcie są małe. Uznał zatem, że lepiej nie wchodzić znów na ring, niż znów dostać lanie!

A teraz najciekawsze!

Były Sekretarz Gminy Kowala i były kierownik referatu, których Osiński i Bulski zwolnili dla dobra Gminy (tzw. reorganizacja Urzędu) uznali, że na ring trzeba wejść, pomimo ryzyka, że się dostanie lanie i dla dobra gmin gdzie teraz pracują  pozyskali milionowe dotacje.

Dlatego w Gminie Mirów i w gminie Jastrzębia niektórzy spośród owych 40-stu tysięcy Polaków umierających rocznie z powodu zanieczyszczeń powietrza dalej będą żyć, a w Gminie Kowala …. niekoniecznie.

I co na to panie i panowie radni z Kowali, którzy maczaliście palce w tzw. reorganizacji Urzędu Gminy na przełomie roku 2014 i 2015?

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | 1 komentarz

WELCOME AGAIN – Nie będą nam tutaj w obcych językach …


Autor bloga „pije” za pomyślność w najbliższych wyborach prezydenckich, które będą plebiscytem za pozostaniem w Europie lub za jej opuszczeniem
(Specjalne podziękowania dla jubilatki Julki za udostępnienie dekoracji).

Welcome again. Willkommen zurück. Привет снова. Witajcie ponownie!

W każdym języku są słowa dobre i złe. Jest „Witaj”, jest „Salam alejkum”, jest „Hej”, „Aló”, ale jest też „Spieprzaj dziadu”, jest „Zdradziecka mordo”, jest „Kanalio” i jest „Fuck off”.

Jak wiecie, „Fuck” robi obecnie w Polsce zawrotną karierę dzięki sejmowej ekspresji, cieszącej się póki co dobrym zdrowiem, jednej z posłanek niemiłosiernie „miłościwie” panującej nam partii i jej partyjnego Prezydenta Andrzeja D.

Prezydent Andrzej D. oraz skaczący sobie do gardeł jego mocodawcy z niemiłosiernie „miłościwie” panującej nam partii sądzą, że uda im się po raz kolejny kupić władzę za środki publiczne poprzez masowe korumpowanie „nie pracujących” za pieniądze „pracujących” oraz szczucie grup społecznych, którym się w życiu nie za bardzo udało na grupy społeczne, którym się udało.

I stąd właśnie agresja PiS-owców wobec obcych języków, bo tym, którzy nimi się posługują trudno będzie wcisnąć kit i wmawiać, że to nie jest „Fuck” tylko „Łza na rzęsie mi się trzęsie”, a polowanie z nagonką na sędziów to nie jest podżeganie do linczu i ordynarne łamanie Konstytucji tylko zastępowanie prawym duetem Piotrowicz-Pawłowicz nieprawych sędziów wywodzących się z PRL-u 🙂

Pytanie dla nas prawdziwych Europejczyków jest takie czy 10 maja uwierzymy językowi partyjnej nowomowy, językowi kłamstwa i pogardy dla powojennego dorobku Polski i Europy, czy językowi opozycji, która rzeczywiście czasem mówi po francusku, niemiecku czy angielsku – ale czyż nie są to języki Europy.

Czy francuski, niemiecki lub angielski są naprawdę językami obcymi?

Czy nie jest tak, że to ci straszni ludzie, którzy rządzą teraz Polską, i którzy Polskę utożsamiają z samymi sobą, mówią do nas w obcym języku?

Zgodnie z deklaracją wznawiam bloga – na początek od wątku politycznego Przerwałem go na kilka miesięcy, żeby się zastanowić jakiego języka i ja mam używać w dyskursie publicznym.

Przez te kilka miesięcy zamiast pisać zacząłem więcej czytać; przeczytałem m.in dwie książki naszej wspaniałej Noblistki Olgi Tokarczuk, która tak pięknie pisze i tak pięknie porusza się po europejskich – znienawidzonych przez PiS – salonach.

Trudno się dziwić nienawiści PiS-u wobec naszej wspaniałej ambasadorki polskiego języka, bo język, któym się posługuje jest dla rządzącej partii całkowicie obcy.

Ale to właśnie już wkrótce takie kobiety jak Olga Tokarczuk, Krystyna Janda, Małgorzata Kidawa-Błońska, Paulina Kosiniak-Kamysz i wiele, wiele innych spowodują, że Prezydent D. znowu się stanie nic nie znaczącym prawnikiem (tyle, że z państwową ochroną i ze spapraną reputacją zawodową), a górnicy i sędziowie znów będą mówić tym samym językiem:
WELCOME zamiast FUCK OFF!

Zaszufladkowano do kategorii Samorządność | Dodaj komentarz