Zasada bandytyzmu – o profanacji Wyborów i nieudacznym Uszacie!

Kadr z filmu „Killer” – bandyta Uszat próbuje upokorzyć domniemaną konkurencję (Jurka Killera, którego władza mylnie wzięła za zawodowego zabójcę) i w środowisku więziennej subkultury ugruntować swoją władzę – ze skutkiem dla Uszata tragicznym 🙂

Dzisiaj 11 maja 2020, dzień po nie odbytym głosowaniu w Wyborach prezydenckich 2020, można powiedzieć, że w Państwie przywłaszczonym przez trzy partyjne bojówki konstytucyjna zasada legalizmu została zamieniona na zasadę bandytyzmu. Zgodnie z Art. 7 Konstytucji „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa„. Tymczasem organy Państwa opanowane przez bojówkarzy (mam na myśli partyjnych hersztów, a nie szeregowych członków partii) działają na podstawie widzimisię Prezesa i w granicach (lub nawet poza granicami) niekonstytucyjnych zarządzeń Premiera i niekonstytucyjnych ustaw podejmowanych (często) w nocy przez bolszewicką większość w Sejmie i bezrefleksyjnie podpisywanych przez ubezwłasnowolnionego i pozbawionego honoru Adriana.

Bojówkarze nie podążają za Prawem, ale ciągną je za sobą na łańcuchu. Postępują zgodnie z taktyką spalonej ziemi i faktów dokonanych; najpierw działają lub knują działania – później dopiero dostosowują Prawo do faktów lub preparują je aby pasowało do zamiarów.

Organizację Wyborów, zarządzonych w środku Zarazy, bojówkarze nielegalnie odebrali jedynemu uprawnionemu organowi Państwa – Państwowej Komisji Wyborczej – i przekazali specjaliście od katastrof, partyjnemu komisarzowi, który 10 lat temu współorganizował tragiczny lot do Smoleńska. Czyż można się dziwić, że doszło do kolejnej katastrofy?

Gdy dawno temu uzyskałem czynne prawo wyborcza, w czasach głębokiej komuny, moja wiedza o Państwie była nikła, a pojęcie społeczeństwa obywatelskiego całkowicie nieznane, bo w satelickiej PRL Państwo było własnością „wiodącej siły narodu” i stojącego za nią globalnego Bandyty, tak jak teraz (prawie) stało się własnością „dobrej zmiany”. Ale za „dobrą zmianą” żadnego Bandyty już nie ma, a jedynie rozleniwione i znieczulone przez socjalne fanaberie bezideowe społeczeństwo, które powoli zaczyna się orientować w sytuacji.

To właśnie dlatego „dobra zmiana” po trupach prze do wyborów. Kieruje nią paniczny strach, bo wie, że łaska ludu jest zmienna i z tyłu już nie ma globalnego Bandyty, a za popełnione przestępstwa (przeciwko wyborom, przeciwko mieniu, przeciwko życiu i zdrowiu, przeciwko środowisku ….) będzie musiała ponieść odpowiedzialność.

Od roku 1989, gdy entuzjastycznie uczestniczyłem w pierwszych (prawie) wolnych Wyborach, które włączyły Polskę do Rodziny państw praworządnych i demokratycznych, na wybory chodziłem zawsze – na wybory, to ważne: na spotkania wyborcze w trakcie kampanii, na szkolenia i spotkania komisji wyborczych, na liczenie głosów i podpisywanie protokołów i wreszcie (mniejsza o chronologię) na … głosowanie.

To była moja duchowa strawa, moja zupa i moja kiełbasa. Wczoraj, po przeszło 30-stu latach życia we w miarę normalnym Państwie, które mozolnie dźwigało się z kolejnej zawieruchy historii, bandyta Uszat wypił mi zupę i zeżarł kiełbasę.

Ukradli nam Wybory, odebrali godność, ale to nie koniec. Przed nami kolejny kryzys, kryzys gospodarczy – tylko częściowo spowodowany siłą wyższą, a w dużej mierze przez katastrofalną polityką Rządów „dobrej zmiany”. Pani Beata i Pan Mateusz zapomnieli, że immanentną cechą każdej gospodarki jest jej cykliczność i że po wielu latach prosperity, nazywanej przez dobro-zmianowych kłamców „Państwem w ruinie”, nadejście sztormu było nieuniknione.

A Kapitan – zamiast wzmacniać poszycie, uzupełniać szalupy, gromadzić zapasy i konsolidować załogę – rozdawał zapasy na prawo i lewo i skłócał wszystkich ze wszystkimi.

Państwowa Komisja Wyborcza, zapewne w dobrej wierze, żeby stworzyć furtkę na pozbieranie się z tej katastrofy ogłosiła, że Wybory się nie odbyły, uznając, że nie było żadnych kandydatów.

Trudno o większą bujdę i o większe upokorzenie dla tych dziewięciorga kandydatów, którzy w dniu niedoszłego głosowania, po wcześniejszym zebraniu setek tysięcy podpisów i krótkotrwałej kampanii wyborczej dowiedzieli się, że tego wszystkiego po prostu nie było. Trudno o większą szkodę finansową dla ośmiu komitetów wyborczych, które w dobrej wierze położyły pieniądze na stole, a „dobro-zmianowy” krupier zawinął je w obrus i ogłosił, że gra się nie odbyła, bo nikogo nie było przy stole; nie mówiąc już o tych piętnastu milionach wydanych z naszych podatków przez specjalistę od katastrof na drukowanie lewych kart wyborczych, które walają się w przestrzeni publicznej

Jeden z czytelników tego bloga radzi mi aby cieszyć się życiem; wydaje mu się, że tego bloga napędza gorycz i osobista frustracja. Może i jest w tym trochę prawdy, ale z całą pewnością nie cała prawda – a co, ja jako obywatel nie mam prawa do złości na polityków i do surowej oceny ich działań?

Pisałem wyżej o społeczeństwie obywatelskim, które dzisiaj zawiodło, ale nie można powiedzieć, że go nie ma. Popatrzcie jak dzisiaj rapuje Rzecznik Praw Obywatelskich, jak egzekwuje przestrzeganie prawa Sieć Obywatelska Watchdog Polska, jak sprzeciwiają się samowoli Uszata różne środowiska, które też chcą cieszyć się życiem, ale życiem w godności i w prawdzie, a nie w oparach kłamstw tzw. publicznej Telewizji, która upadła na dno.

Moja złość jest właśnie potwierdzeniem, że społeczeństwo obywatelskie istnieje, a pisanie tego bloga jest brakiem zgody na nadużycia władzy tej dużej i tej małej.

W ubiegłym tygodniu napisałem do Wójta Kowali mejla z zapytaniem czy udostępnił moje dane osobowe Poczcie Polskiej. Odpowiedź na pytanie jest prosta – TAK albo NIE. Nie trzeba się zastanawiać, odpowiedzi Wójt powinien udzielić niezwłocznie.

Ale nie mam złudzeń, „Wójt dla ludzi” jest zwykłym karierowiczem i nie liczę na to, że okaże charakter – tak jak okazało go wielu innych włodarzy gmin.

Rozumiem jego konformizm i wiem, że w tych trudnych czasach część wójtów, burmistrzów i prezydentów również wybrało ponad prawo – święty spokój i bezpieczeństwo swoich karier – poddając się dyktatowi Uszata.

Takich ich wybraliśmy, takich ich mamy.

Nieprawdą jest, że moją aktywność obywatelską napędza tylko gorycz.
Zajmuję się nie tylko krytyką władzy. Tam gdzie to możliwe współpracuję z tą władzą.

Ostatnio, choć nie pierwszym i zapewne nie ostatnim, przykładem jest projekt budowy chodnika w Trablicach złożony przeze mnie, jeszcze przed rozkręceniem się epidemii, w Urzędzie Marszałkowskim w ramach Budżetu Obywatelskiego Województwa Mazowieckiego; wcześniej musiałem zebrać podpisy, ale nie tak ja PiS in-blanco. To były prawdziwe podpisy i to było prawdziwe poparcie.

W lipcu (jeśli znów nie zmieni się kalendarz) będzie głosowanie nad projektami i to już od mieszkańców Trablic i ich umiejętności przekonywania opinii publicznej będzie zależeć czy zdamy egzamin jako społeczeństwo obywatelskie i czy będziemy mieli chodnik.

Jeżeli projekt przepadnie, moja duma nie ucierpi, nie potrzebuję tego, przydałaby się natomiast poprawa bezpieczeństwa na drogach w Trablicach, choć jeszcze bardziej Trablicom przydałaby się mądra polityka lokalnych władz w kierunku poprawy czystości powietrza, ładu przestrzennego i ogólnie jakaś mądra strategia na długofalowy rozwój Gminy.

Ale tego wszystkiego nie da się zrobić, jeśli w Państwie polskim zasada bandytyzmu dalej będzie zastępować zasadę legalizmu i jeśli Uszat terroryzował będzie wójtów, żądając od nich działań niezgodnych z prawem i ludzką przyzwoitością.

A na koniec odrobinę optymizu: w filmie „Killer” bandycie Uszatowi nie udało się upokorzyć konkurencji i ugruntować władzy, a w środowisku, które odetchnęło z ulgą po tragicznym dla Uszata finale, został w pamięci jako „Popierdółka”.

I jeszcze na koniec drugi kadr z filmu „Killer”

Kadr z filmu „Killer”. Z przodu Uszat, z tyłu społeczeństwo obywatelskie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Samorządność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *